Sport

Wszystko zależy tylko ode mnie – rozmowa z Kamilem Wilkiem, trenerem i zawodnikiem brazylijskiego jiu-jitsu

KAMIL „WILKU” WILK – TRENER  I ZAWODNIK BJJ (BRAZYLIJSKIEGO JIUJITSU) W SŁYNNYM VERA FIGHT CLUB W ŁODZI. MAGISTER WYCHOWANIA FIZYCZNEGO, zdobywca brązowego pasa BJJ, dwukrotny vice-mistrz europy adcc i uczestnik mistrzostwa świata adcc 2017 w fińskim espoo – OPOWIADA NAM O PRZYGOTOWANIACH DO MISTRZOSTW, TRENINGACH, DIECIE I NAWODNIENIU W ŻYCIU SPORTOWCA.

Na czym polega dyscyplina sportu, którą trenujesz?

Trenuję i nauczam brazylijskiego jiujitsu w odmianie submission fighting, która oznacza walkę bez kimon. Jest to połączenie zapasów, judo oraz różnego rodzaju „dźwigni” i „duszeń”, które mają na celu pokonanie przeciwnika. W tej walce nie ma bezpośrednich uderzeń, a jedynie same chwyty. Starcie w większości odbywa się w parterze. Sama nazwa dyscypliny wskazuje na jej pochodzenie: twórcą brazylijskiego jiu-jitsu był Japończyk Maeda Mitsuyo, który na początku XX wieku przeprowadził się do Brazylii, by tam zostać mistrzem Carlosa Gracie, 17-letniego Latynosa. Tak powstała nowa dyscyplina walki.

Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z brazylijskim jiu-jitsu?

Osiem lat temu poszedłem wraz z kolegą na trening. Od razu zakochałem się w tej dyscyplinie. Dlaczego? Przede wszystkim ujęło mnie to, że w tym sporcie wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Przykładowo w piłce nożnej, którą wcześniej lubiłem, zwycięstwo bądź porażka podlega współpracy jedenastu graczy. Kiedy jeden zawali, po boisku wciąż biega dziesięciu. Brazylijskie jiu-jistu jest sportem indywidualnym, więc kiedy zawalę – bo na przykład nie przygotowywałem się do walki wystarczająco solidnie – to mogę mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie. Z kolei zwycięstwo zależy tylko ode mnie – oczywiście wpływ na nie mają też inne osoby, jak sparingpartnerzy z którymi ćwiczę, ale na ostateczny wynik starcia w czasie zawodów ma wpływ tylko i wyłącznie moja walka.

Jak wygląda Twój trening oraz przygotowania do niego?

Sam jestem trenerem oraz zawodnikiem, więc trenuję z grupą podopiecznych. Zaczynamy od rozgrzewki, by przygotować mięśnie i lekko się zmęczyć. Muszą to być ćwiczenia związane bezpośrednio z brazylijskim jiujitsu, a więc w większości odbywają się w parterze. Rozciągamy szyję i nogi, przygotowujemy stawy do pracy. Następna część treningu to nauka i doskonalenie konkretnych technik walki. Pokazuję zawodnikom dwie, trzy techniki, a oni próbują ich w parach. Czasem muszą powtarzać ten sam ruch kilkadziesiąt razy, ponieważ chcę rozwinąć ich pamięć mięśniową. Wtedy podczas walki nie myśli się już o konkretnych segmentach ruchów, ale wykonuje się je niejako „automatycznie”. Każdy trening kończymy kilkuminutowymi sparingami. Tutaj rozpoczyna się rywalizacja między zawodnikami, a adrenalina i testosteron  napędza ich do walki. Niektórzy traktują trening bardzo ambicjonalnie, inni pamiętają, że służy on przede wszystkim podszkoleniu techniki. Moją rolą jako trenera jest czuwanie nad podopiecznymi i pokazywanie im kiedy przycisnąć, a kiedy odpuścić.

A jak wygląda walka w trakcie prawdziwych zawodów?

Każdy zawodnik walczy z przeciwnikiem o podobnym stopniu zaawansowania. Obowiązuje podział na biały, niebieski, purpurowy, brązowy i czarny pas. W przypadku odmiany bez kimon, odpowiednikiem pasów są lata stażu: do dwóch, pięciu oraz powyżej pięciu lat walk. Dzięki temu w czasie zawodów nie dochodzi do dysproporcji umiejętności pomiędzy rywalizującymi w parze zawodnikami.

Czy brazylijskie jiu-jitsu to sport popularny w Polsce?

Zdecydowanie tak. Kiedy ja zaczynałem, warunki były spartańskie, a ta dyscyplina u nas dopiero „raczkowała”. Teraz w Mistrzostwach Polski w BJJ startuje ponad tysiąc osób! Dla porównania – w judo lub zapasach liczba zawodników wynosi ok. 150. Popularności przysparza nam fakt, że walka parterowa jest elementem MMA.

We wrześniu w ostatniej chwili pojechałeś na Mistrzostwa Świata ADCC w Espoo. Jak to się stało?

W 2016 roku zdobyłem srebrny medal na Mistrzostwach Europy w Mainz, ale niestety tylko pierwsze miejsce mogło awansować do Mistrzostw Świata. Byłem o włos! Czułem się strasznie rozgoryczony. Na kolejnych Mistrzostwach Europy w 2017 – tym razem w Poznaniu – ta sama historia! Na dziesięć sekund przed końcem finałowej walki straciłem punkty i musiałem uznać wyższość rywala. Po raz kolejny złoty medal był o krok, lecz byłem zmuszony zadowolić się srebrem. Tymczasem na tydzień przed Mistrzostwami Świata  jeden z zakwalifikowanych zawodników – Eddie Cummings – był kontuzjowany i zdecydowano się zaproponować mi walkę w jego zastępstwie. Mistrzostwa Świata zorganizowane zostały w Espoo w Finlandii. Żeby w nich wystartować, musiałem zrzucić 8,5 kg w tydzień. Na domiar złego dwa tygodnie wcześniej doznałem poważnej kontuzji kolana. Nie mogłem jednak nie skorzystać z tej szansy. Sama obecność na mistrzostwach to wielka nobilitacja, niezależnie od wyniku starcia. Zrzuciłem tę wagę pod okiem profesjonalnego dietetyka. Nie zdradzę w jaki sposób, ponieważ jest to bardzo obciążające dla naszego zdrowia. Mogę powiedzieć jedynie tyle, że kluczowe jest nawodnienie.

Jak wspominasz fińskie mistrzostwa?

Począwszy od standardu zakwaterowania, poprzez przyjazd do hotelu z lotniska, dojazd na halę i wyżywienie – wszystko na ogromny plus. Szesnastu zawodników z każdej kategorii wagowej ulokowano w tym samym hotelu, a atmosfera między nami była naprawdę ciepła. Nie odczuwałem zawiści i rywalizacji, przeciwnie – wymieniliśmy się swoimi doświadczeniami, zaprzyjaźniliśmy, pozapraszaliśmy nawzajem do swoich krajów.

Dlaczego sportowcy muszą pamiętać o nawodnieniu organizmu?

Ponieważ odwodnienie poniżej 5% powoduje znaczny spadek formy i wydolności fizycznej. Kiedy nie muszę drastycznie zbijać wagi na wielkie zawody, to nawodnienie jest kluczowe. Staram się dziennie pić 4-5 litrów wody alkalicznej. W przeciwnym wypadku czułbym się osłabiony. Ponadto przypominam moim zawodnikom o piciu. Po każdej sekcji treningowej mają minutę przerwy na wodę.

A sama dieta?

Z tym bywa różnie. Jestem tylko człowiekiem i czasami chciałbym zjeść coś niezdrowego. Ale gdy przygotowuję się do ważnych zawodów, wtedy naprawdę muszę uważać na to, co jem. Korzystam wtedy z porad dietetyka i z kateringu dietetycznego. Wtedy moje możliwości w trakcie zawodów i bezpośredniego starcia z przeciwnikiem są większe. Takie przygotowania zajmują mi od 8 do 12 tygodni. To wydaje się długo, ale przez ten okres czasu można zbudować bardzo dobrą formę!

 

 

Power by

Download Free AZ | Free Wordpress Themes